Jak zrobić uczelniany podcast popularnonaukowy, który nie będzie brzmiał jak kolejny kanał promocyjny instytucji? Czy naukowców można nauczyć opowiadania o swoich badaniach? Co przyciąga widzów na YouTube i czy da się przewidzieć, który temat „zażre”?
W tym odcinku Echo Nauki rozmawiamy z Natalią Bujak, specjalistką ds. PR w Centrum Komunikacji i Marketingu AGH i koordynatorką projektu Bunkier Nauki – popularnonaukowego wideopodcastu tworzonego przez Akademię Górniczo-Hutniczą w Krakowie.
Rozmawiamy o pracy nad podcastem od kuchni: wyborze tematów i gości, przygotowywaniu naukowców do występów, wymaganiach związanych z produkcją wideo, algorytmach YouTube’a, moderowaniu komentarzy i budowaniu społeczności. Pytamy też szerzej o rolę uczelni w popularyzacji nauki i o to, dlaczego dobra komunikacja naukowa nie powinna być wyłącznie hobby najbardziej zdeterminowanych badaczy.
Posłuchaj lub czytaj
Podcast, którego nie trzeba już nikomu tłumaczyć
Tomasz Stankiewicz: Naszą dzisiejszą gościnią jest Natalia Bujak, koordynatorka projektu Bunkier Nauki, czyli wideopodcastu popularnonaukowego produkowanego przez AGH. Oprócz tego Natalia jest specjalistką ds. PR w Centrum Komunikacji i Marketingu AGH. W przeszłości była również dziennikarką m.in. studenckiego radia i Radiofonii.
Bunkier Nauki ma już 99 odcinków, więc zbliża się setny. Tym milej będzie nam porozmawiać.
Natalia, mam takie wspomnienie, że jakieś dziesięć lat temu, kiedy pracowaliśmy razem, gdzieś przed wejściem do budynku tłumaczyłaś mi, co to jest podcast.
Natalia Bujak: Ciężko mi teraz w to uwierzyć, będąc u ciebie w podcaście, że to ja ci to tłumaczyłam. Widocznie wyparłam to wspomnienie.
Tomasz: Dziesięć lat temu nie dla każdego było to oczywiste. Ewa, wiedziałaś wtedy, czym jest podcast?
Ewa Górska: Nie umiem sobie przypomnieć, co było dziesięć lat temu, ale raczej nie. W takim razie polska scena podcastowa sporo Natalii zawdzięcza.
Natalia: Wtedy podcasty w Polsce były jeszcze pewną nowinką. Kojarzyło się, że w Stanach to już działa tak, jak u nas dzisiaj.
Tomasz: Pamiętam, że wiedziałem, że coś takiego istnieje, ale nie wiedziałem, gdzie tego szukać ani po co właściwie miałbym tego słuchać. Zdarza ci się jeszcze komuś tłumaczyć, czym jest podcast?
Natalia: Może gdyby zapytała mnie babcia albo rodzice, musiałabym wytłumaczyć. Ale raczej jest to już format znany i oswojony.
Po co uczelni podcast?
Ewa: To od razu prowadzi do kontekstu akademickiego: po co to komu?
Natalia: Z perspektywy uczelni jest to przede wszystkim współczesne, cyfrowe narzędzie popularyzacji nauki. Pozwala dotrzeć do ludzi, którzy normalnie może nie sięgnęliby po artykuł naukowy czy tekst popularnonaukowy, ale lubią słuchać podcastów. Może w ten sposób trafią na nas i uda nam się zasiać w nich jakieś ziarno wiedzy.
W naszym przypadku są to rozmowy, więc nie mamy formatu „gadającej głowy”, tylko dyskusję dwóch osób. Wielu osobom tego po prostu naturalniej się słucha.
Od początku chcieliśmy też wyjść poza ramy uczelni. Nie epatujemy nazwą AGH. Oczywiście informujemy, że podcast powstaje w AGH, ale nie chcieliśmy sugerować, że jest skierowany wyłącznie do społeczności uczelni albo że występują w nim tylko osoby z AGH. Ma być szerzej, choć oczywiście przemycamy przy okazji nasze uczelniane osobowości.
Co właściwie robi koordynatorka podcastu?
Tomasz: Określenie „koordynatorka projektu” brzmi bardzo szeroko. Na czym właściwie polega twoja praca?
Natalia: Sprawuję opiekę merytoryczną, organizacyjną, logistyczną i copywriterską od początku do końca.
Najpierw wymyślam tematy i gości, których chcielibyśmy zaprosić. Potem ich zapraszam, ustalam terminy, zajmuję się logistyką. Następnie robię research, przygotowuję pytania i scenariusz dla prowadzących, oczywiście w konsultacji z nimi.
Podczas nagrania odpowiadam za opiekę merytoryczną. Samym nagrywaniem zajmuje się ekipa wideo i audio, mamy też fotografa oraz montażystów. Po nagraniu wybieram fragmenty do shortów, wymyślam tytuły i teksty na miniatury, przygotowuję publikację i opisy. Potem jest sama publikacja i moderacja komentarzy.
I tak dalej, i tak dalej. Po czym krąg się zamyka i dwa tygodnie później zaczynamy od początku.
Ewa: Czyli generalnie robisz wszystko, co jest najtrudniejsze, najdłuższe i najbardziej męczące w robieniu podcastu. Nie kusiło cię, żeby również go prowadzić?
Natalia: Właśnie dlatego nie.
Miałam kiedyś w życiu czas, kiedy chciałam prowadzić takie rzeczy. Robiłam to w radiach studenckich. Teraz zdecydowanie bardziej odpowiada mi rola osoby za kulisami.
Może ma to też związek z tym, że wiem, jak surowo internet potrafi oceniać osoby występujące przed kamerą. Większość komentarzy jest oczywiście pozytywna, ale zdarzają się różne rzeczy.
Poza tym odpowiada mi logistyka i organizacja. Czasem jest to niewdzięczne i powtarzalne, ale z drugiej strony bardzo dużo można się dowiedzieć. Po researchu kolejnego tematu często mam poczucie: „OK, znowu dużo się nauczyłam”.
Ile osób potrzeba do produkcji wideopodcastu?
Tomasz: To brzmi jak bardzo dużo pracy. Jak duży jest cały zespół?
Natalia: W ekipie produkcyjnej mamy cztery osoby: kamerzystę, który zajmuje się też postprodukcją, oświetleniowca, dźwiękowca i fotografa robiącego zdjęcia z planu.
Mamy też czworo prowadzących. To dydaktycy AGH, którzy mają własne projekty i na zmianę prowadzą odcinki.
Myślę, że dla jednej osoby byłoby tego za dużo. Musiałaby się w projekt bardzo mocno zaangażować, żeby to wszystko udźwignąć. Podział ma też zaletę merytoryczną: każdy z prowadzących specjalizuje się trochę w innych tematach.
Na przykład Paweł Janowski jest fizykiem, więc prowadzi głównie rozmowy z fizykami albo dotyczące tematów około fizycznych. Dzięki temu nie tylko zadaje pytania. Rozumie, o czym mówi rozmówca, wie, dlaczego zadaje dane pytanie i może sam coś wnieść do dyskusji.
Podcast promujemy też w głównych kanałach uczelni – na Facebooku, Instagramie i w innych mediach społecznościowych – więc dokładają się do tego również osoby odpowiedzialne za social media AGH.
Skąd wziął się Bunkier Nauki?
Ewa: A jak wyglądały początki? Skąd w ogóle wziął się ten pomysł?
Natalia: Ja opiekuję się podcastem chyba od szóstego albo siódmego odcinka. Wróciłam z urlopu macierzyńskiego i dowiedziałam się: „Jest taki projekt, proszę go przejąć”.
Była to inicjatywa naszego Centrum Komunikacji i Marketingu oraz m.in. jednego z prowadzących, Krzysztofa Maja, który jest znanym YouTuberem w świecie gier i edukacji, a jednocześnie naszym wykładowcą.
Pojawił się pomysł, że skoro AGH nie ma jeszcze podcastu, warto stworzyć coś, co wyjdzie z popularyzacją nauki poza mury uczelni.
Nazwa „Bunkier Nauki” trochę nawiązuje dzisiaj do miejsca, w którym nagrywamy.
Tomasz: Zastanawiałem się nad tym, bo przecież nagrywacie w kopalni.
Natalia: Tak, chociaż właściwie to przypadek. Na początku nagrywaliśmy w zupełnie innym miejscu, w hali na Wydziale Odlewnictwa, i studio wyglądało inaczej.
Ja lubię mówić, że Bunkier Nauki pasuje do tego, że nauka jest trochę w internetowym podziemiu. Nie jest mainstreamem. Treści pseudonaukowe często mają łatwiejszą drogę do przebicia się.
A przy okazji nasze obecne studio faktycznie trochę wygląda jak bunkier.
Czy pod AGH naprawdę jest kopalnia?
Ewa: Możecie wyjaśnić osobie spoza AGH: czy pod uczelnią naprawdę jest kopalnia? Czego i o co w ogóle chodzi?
Tomasz: To taka „fejkowa” kopalnia.
Natalia: Kopalnia doświadczalna. Została zrobiona przede wszystkim z myślą o dydaktyce dla studentów. Dzisiaj szczerze mówiąc częściej widuję tam wycieczki przedszkolaków i szkolne, bo jest też częścią Muzeum AGH i można ją zwiedzać.
Wygląda jak kopalnia, są tam oryginalne urządzenia i sprzęty.
Tomasz: Jest też bardzo niepozorna. Pamiętam, że pierwszy raz trafiłem tam chyba podczas przerwy między zajęciami. Chodziłem po budynku, zobaczyłem wejście i pomyślałem: zobaczmy, co tu jest. I nagle – jesteśmy w kopalni.
Natalia: Jest tam całkiem dobra akustyka. O ile oczywiście ktoś na górze czegoś akurat nie wierci.
Jak sprawić, żeby nauka się nie „zabunkrowała”?
Ewa: Mam jednak skojarzenie z „zabunkrowaną nauką”. Czy nie martwi was, że nazwa może sugerować, że nauka się przed ludźmi zamyka?
Natalia: Mam wrażenie, że właśnie staramy się robić coś odwrotnego.
Rozmowy prowadzimy w możliwie przyjazny sposób. Naukowcom zawsze mówię: wyobraźmy sobie, że odbiorca nie wie nic o tym temacie – nieważne, czy rozmawiamy o fizyce kwantowej, mózgu czy czymkolwiek innym. Spróbujmy zacząć od zera.
Od początku zależało nam na niskim progu wejścia. Podcast nie jest przeznaczony dla specjalistów ani wyłącznie dla osób, które już interesują się konkretną dziedziną.
Podobnie działamy w social mediach. Short ma zaciekawić i zahaczyć o temat. Podcast robi w gruncie rzeczy to samo, tylko pozwala wejść głębiej.
Jak rozmawiać z naukowcem przed kamerą?
Tomasz: Jak trudne jest wydobywanie od naukowców treści właśnie w takiej formie? Czy prowadzący mają jakieś szczególne techniki?
Natalia: Bardzo dużo zależy od medialnego doświadczenia rozmówcy.
Jeżeli ktoś ma za sobą kilkanaście albo więcej występów, ma już łatwość mówienia o swoim temacie. Wie też mniej więcej, „co żre”: że warto rzucić ciekawostką albo fun factem.
Są jednak osoby z mniejszym doświadczeniem i je trzeba trochę rozluźnić.
Zawsze wysyłam rozmówcom wcześniej pytania. Chcę im w ten sposób ułatwić przygotowanie, choć niektórzy mówią, że nie chcą ich znać albo że wolą dostać tylko ogólne zagadnienia.
Tomasz: To zazwyczaj właśnie ci bardziej doświadczeni?
Natalia: Raczej tak. Osoby z mniejszym doświadczeniem częściej proszą o konkretne pytania. Czasem same też sugerują, o czym chciałyby albo nie chciałyby rozmawiać.
Pomaga również to, że wiedzą, kto będzie prowadził. Mogą obejrzeć wcześniejsze rozmowy tej osoby, zobaczyć jej sposób prowadzenia czy styl wypowiedzi.
Zachęcam również, żeby wcześniej zobaczyli, jak sam podcast wygląda. Czasem ludzie pytają nawet, jak się ubrać. To jest przecież wideo. Niektórzy są później zaskoczeni, że w szerokim kadrze widać na przykład całe nogi.
Jeśli ktoś czuje się niepewnie, wcześniejszy research naprawdę pomaga.
Wideo pomaga czy przeszkadza?
Tomasz: Czy fakt, że podcast jest z wideo, więcej ułatwia czy więcej utrudnia?
Natalia: Zdecydowanie więcej utrudnia.
Gdyby to był wyłącznie podcast audio, moglibyśmy nagrywać zdalnie z osobami, które mówią: „Bardzo chętnie, ale nie mam czasu przyjechać”. A my odpowiadamy: niestety, nagrywamy tylko w studiu.
Są osoby, które od kilku lat próbuję zaprosić i ciągle nie mają czasu dotrzeć do Krakowa. To jest strata.
Z drugiej strony publikujemy na YouTube i Spotify, a zdecydowanie więcej odsłon mamy na YouTube. Wiele osób pewnie tylko nas tam słucha na telefonie, ale spory procent odtwarza odcinki na komputerach czy telewizorach. Dla tych osób obraz prawdopodobnie ma znaczenie.
Taki był zamysł od początku, więc nie robimy wyjątków.
Tomasz: A nie kusiło was, żeby dla szczególnego gościa zrobić wyjątek i nagrać zdalnie, ale z dodatkową troską o jakość – wysłać mikrofon, zadbać o kamerę?
Natalia: Organizacyjnie byłoby to dość trudne. Trzeba zadbać przede wszystkim o jakość audio, ale też obrazu.
Poza tym zależy nam na spójności i przewidywalności. Ktoś, kto włącza Bunkier Nauki, wie mniej więcej, czego się spodziewać: tego miejsca i określonej jakości.
Od początku współpracujemy też z tą samą ekipą. Wiem, że dowożą bardzo wysoką jakość, więc jest to dla nas istotne.
Mam nadzieję, że osoby, które mają do nas daleko, kiedyś jednak dotrą.
Kto słucha Bunkra Nauki?
Ewa: Kto was właściwie słucha? Co widać w statystykach?
Natalia: Przekrój wiekowy jest dość szeroki. W grupach 25–34, 35–44 i kolejnych, mniej więcej do 60. roku życia, mamy podobne udziały.
Nie jest więc tak, że słuchają nas tylko młodzi czy wyłącznie studenci. Studenci są chyba nawet mniej liczną grupą.
Zdecydowaną większość odbiorców stanowią natomiast mężczyźni.
Nie wiem, czy wynika to na przykład z tego, że bardzo popularne są u nas odcinki związane z fizyką. Może „twarda fizyka” częściej interesuje mężczyzn? A może po prostu tak docieramy. Może działają algorytmy.
Staram się też zapraszać kobiety. Gośćmi faktycznie częściej byli mężczyźni i próbuję pilnować pod tym względem równowagi, ale czasami po prostu szukamy eksperta od bardzo konkretnego tematu i wybieramy osobę, która rzeczywiście najlepiej się na nim zna.
Może też więcej naukowców niż naukowczyń jest już rozpoznawalnych medialnie.
Tomasz: Z algorytmami sam mam takie doświadczenie, że potrafią „zapuścić się” w bardzo konkretną niszę. Algorytm pokaże coś kilku osobom z określonej grupy, dwie z nich obejrzą cały odcinek i nagle zaczyna polecać go głównie podobnym osobom.
Natalia: Algorytmy YouTube’a są dla mnie niezbadane.
Nieraz byłam przekonana, że jakiś temat będzie superpopularny i wystrzeli w kosmos, a okazywał się kompletnym klopsem.
A czasem dzieje się odwrotnie. Mieliśmy na przykład bardzo popularny odcinek z medykiem sądowym pracującym w prosektorium. Był świetnym rozmówcą i bardzo ciekawie opowiadał o swojej pracy.
Może właśnie dlatego, że jest to pewna nisza i nie ma wielu takich treści. To temat nietypowy i intrygujący, więc „zażarło”.
Skąd brać tematy do podcastu naukowego?
Ewa: Jak wymyślacie tematy? Najpierw pojawia się gość czy temat? Śledzisz trendy na rynku podcastowym albo to, co dzieje się w mediach?
Natalia: Wszystkiego po trochu.
Czasem po prostu chcemy zaprosić konkretną osobę. Są naukowcy czy popularyzatorzy, których bardzo chcieliśmy mieć w podcaście.
Tak było chociażby z Andrzejem Draganem. Dążyliśmy do tego, żeby go zaprosić, i ostatecznie udało się nawet zrobić nagranie z udziałem publiczności.
Podobnie jest z rozpoznawalnymi popularyzatorami czy internetowymi osobowościami, takimi jak Adam Mirek. Po prostu chcemy z nimi porozmawiać.
Innym razem wychodzę od tematu i dopiero do niego szukam gościa. Ostatnio na przykład zależało mi na odcinku o dopaminie. Wiedziałam mniej więcej, gdzie szukać i miałam kilka tropów, więc pojawił się profesor Wojciech Glac.
Czasem obserwuję również, co się klika. Dużo odsłon mają u nas odcinki o autyzmie czy ADHD. Tematy biorą się też po prostu z życia i rozmów ze znajomymi. Jeżeli o czymś ciągle słyszymy, intuicja podpowiada, że warto się tym zająć.
Są też tematy związane z konkretnymi datami. W tym roku przygotowaliśmy na przykład odcinek na 40. rocznicę katastrofy w Czarnobylu. Zaplanowaliśmy go z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem.
Ekspertem był Paweł Janowski, jeden z naszych prowadzących, który tym razem usiadł po drugiej stronie. Jest fizykiem i ma dużą wiedzę dotyczącą tego tematu, więc wykorzystujemy też potencjał osób, które na co dzień prowadzą podcast.
Dlaczego nie tylko naukowcy z AGH?
Tomasz: Powiedziałaś wcześniej, że nie zamykacie się na naukowców z AGH.
Wyobrażam sobie, że na wielu uczelniach podejście mogłoby wyglądać inaczej: „To nasz podcast, więc promujemy tylko naszych ludzi”.
AGH kojarzy się przede wszystkim z naukami technicznymi, ale ma przecież również Wydział Humanistyczny. Dlaczego więc nie ograniczyć się do własnej uczelni?
Natalia: Bo jednak nie z każdej dziedziny mamy eksperta, którego potrzebujemy. Na przykład psychologów u nas raczej nie znajdziemy.
Ewa: Moja przyjaciółka jest psycholożką i u was uczy.
Natalia: Pewnie na Wydziale Humanistycznym.
Ewa: Tak. Pozdrawiam Asię – Joannę Grzymałę-Moszczyńską.
Natalia: W takim razie będziemy rozmawiać po nagraniu.
Ale rzeczywiście: zależy nam na łączeniu naukowych kropek z różnych dziedzin. Zamknięcie się wyłącznie w obrębie naszej uczelni byłoby niepotrzebnym ograniczeniem.
Nawet jeżeli mamy wiele wydziałów i coraz mocniej wchodzimy w nowe obszary, zawsze będą nisze, w których gdzie indziej jest lepszy ekspert. Szkoda byłoby z tego nie skorzystać.
Nauka jest jedna. Dla mnie nie ma znaczenia, czy dany naukowiec pracuje u nas, czy gdzie indziej.
Oczywiście pilnuję, żeby regularnie pojawiał się ktoś z AGH, bo chcemy zachować uczelniany pierwiastek. Takie osoby również trzeba jednak wyszukiwać.
Po latach pracy na uczelni wiem, że naukowców często trzeba mocno zachęcać do popularyzowania.
W dziedzinach ścisłych praca kojarzy się przede wszystkim z laboratorium, publikacjami i dydaktyką. Popularyzacja nie zawsze jest naturalnym elementem tej działalności.
Jak zachęcić naukowca do popularyzacji?
Tomasz: Jak właściwie „ciągnie się” naukowców do popularyzacji? Rozumiem, że czasami po prostu się nie da, ale co robicie, kiedy widzicie w kimś potencjał?
Natalia: Zaproszenie od razu do godzinnego podcastu osoby, która nigdy wcześniej nigdzie nie występowała, jest trudne. To skok od zera do bohatera.
Dlatego pierwszym krokiem może być współpraca z mediami.
Pracuję z rzeczniczką AGH, wcześniej również ją zastępowałam, więc zajmowałam się współpracą między mediami a naukowcami.
Kiedy dziennikarze proszą nas o eksperta od jakiegoś zagadnienia, szukamy odpowiedniej osoby. W ten sposób można odkryć kogoś, o kim wcześniej nie wiedzieliśmy.
Tak było z jedną z naszych naukowczyń zajmujących się trzęsieniami ziemi. Kilka lat temu po dużym trzęsieniu ziemi w Turcji media szukały eksperta. Udało nam się ją znaleźć. Świetnie wypowiadała się dla mediów, więc później zaprosiliśmy ją do podcastu i również bardzo dobrze się sprawdziła.
Najpierw więc wypłynęła trochę na mniejszą wodę.
Ewa: Mam wrażenie, że ta „mniejsza woda” bywa trudniejsza. Zmieścić wszystko, co ważne, bez żargonu, w krótkiej wypowiedzi dla telewizji albo radia – i jeszcze często na żywo – to nie jest łatwe.
Natalia: To prawda. Naukowcy czasem się denerwują: „Mówiłem dziesięć minut, a wycięli mi dziesięć sekund i jeszcze jakiś przypadkowy fragment”. Potrafią się do takich występów zrazić.
Ewa: Czy takie doświadczenia z mediami powodują później brak zaufania? Czy naukowcy przez to nie chcą przychodzić do podcastów?
Natalia: Mam wrażenie, że właśnie do podcastu przyjdą chętniej.
Wiedzą, że będą mogli pogłębić temat, że ich wypowiedź nie zostanie wycięta z kontekstu i będą mogli wyjaśnić problem od A do Z.
Pomaga nam też autorytet uczelni. Nie jesteśmy prywatnym projektem, który za każdym razem musi tłumaczyć, kim jest i co robi. Bunkier Nauki jest już rozpoznawalny w środowisku, a w przypadku osób z innych uczelni sama marka AGH również buduje zaufanie.
Społeczność, komentarze i pseudonauka
Tomasz: A jak wygląda wasz kontakt ze społecznością słuchaczy? Ludzie chętnie komentują? To komentarze emocjonalne czy raczej wnoszące coś do tematu? Inspirujesz się nimi przy tworzeniu kolejnych odcinków?
Natalia: Ta społeczność na pewno istnieje, choć oczywiście jedne odcinki wywołują więcej interakcji niż inne.
Dobrym przykładem jest odcinek o Czarnobylu. Miał bardzo dużo wyświetleń i pojawiła się pod nim ogromna dyskusja.
Ludzie debatowali z faktami, które podawaliśmy, dodawali własne ciekawostki, pisali: „To było inaczej”, „Tutaj pan się myli”, „Tutaj ma rację”. Niektóre tematy rzeczywiście uruchamiają taką dyskusję.
Zdarzają się też komentarze, które usuwam.
Nie akceptuję wyzwisk ani obrażania ludzi. Usuwam wulgaryzmy, polityczne przepychanki oraz typowo pseudonaukowe treści. Stwierdzam po prostu, że to nie jest miejsce, w którym będziemy prowadzić takie dyskusje. Szkoda na to czasu.
Co jakiś czas pytam też odbiorców na YouTube czy Instagramie: kogo chcielibyście usłyszeć? Jaki temat was interesuje?
W komentarzach również regularnie pojawiają się propozycje. Po Czarnobylu ktoś pisze: „To może teraz Fukushima?”, ktoś inny proponuje kolejny temat. To zawsze daje jakieś tropy.
Widać też osoby, które słuchają regularnie. Subskrypcje nie są dzisiaj może najbardziej miarodajnym wskaźnikiem…
Tomasz: Kiedyś chyba były bardziej wymierne.
Natalia: Tak. Dzisiaj często mówi się o nich jak o martwej statystyce, ale i tak cieszymy się, że rosną.
Widać, że część osób jest z nami od dawna, ma ulubione tematy czy ulubionych prowadzących.
Miłe jest też to, kiedy wychodzi się gdzieś na zewnątrz i okazuje się, że ludzie kojarzą podcast. W środowisku naukowym jest naprawdę rozpoznawalny.
Popularyzacja nauki: misja czy PR?
Ewa: Chciałabym wrócić do misji popularyzacji nauki.
Bunkier Nauki był nominowany do nagród, a sama popularyzacja dopiero zaczyna być w Polsce mocniej rozpoznawana jako element pracy naukowej.
Przez wiele lat była właściwie hobby – często męczącym, czasochłonnym i niedochodowym – wykonywanym przez osoby, którym z jakiegoś powodu bardzo się chciało.
Wy robicie to od dawna i na wysokim poziomie. Na ile wynika to z poczucia misji, a na ile uczelnia po prostu zrozumiała, że warto inwestować w popularyzację?
Natalia: Na pewno jest to bardzo dobry ruch PR-owy. Nie ma co się oszukiwać. Dobrze wygląda, kiedy uczelnia ma popularnonaukowy podcast.
Wiele uczelni ma podcasty, ale nie wszystkie są robione na takim poziomie. Część powstaje wyłącznie własnym sumptem i tylko z udziałem własnych naukowców, przez co nie zawsze wychodzi poza uczelnianą bańkę.
My również chcieliśmy, żeby Bunkier Nauki promował AGH, ale w sposób bardzo subtelny.
Ewa: Lokowanie produktu.
Natalia: Dokładnie.
Ale ja osobiście naprawdę czuję w tym misję.
W dzisiejszym internecie walczymy o uwagę z pseudonauką i dezinformacją. Być może jesteśmy w tej skali względnie mali, ale uważam, że jesteśmy potrzebni.
Może ktoś czegoś się od nas dowie. Może zmieni zdanie w jakimś temacie albo skonfrontuje własne przekonania z wiedzą naukową.
Widzę w tym dużą wartość. Myślę też, że uczelnia po prostu ma obowiązek wychodzenia z nauką do ludzi.
Ewa: Czyli publiczna misja uczelni. Współpraca z otoczeniem społeczno-gospodarczym.
Natalia: Bardzo ładnie to zabrzmiało.
Na podcast również nie zarabiamy. To nie jest projekt komercyjny. Uczelnia na niego wydaje.
Ale kiedy prywatnie zastanawiam się, czy moja praca ma wartość, dochodzę do wniosku, że tak.
Może nie ratuję ludzkich żyć i nie gaszę pożarów – chyba że czasem pożary na YouTube – ale jest w tym wartość społeczna.
I nadal uważam, że na polskiej scenie podcastowej jest dużo miejsca na naukę. Podcastów psychologicznych mamy sporo, ale szeroko rozumiana nauka ma jeszcze dużą publiczność do zagospodarowania.
Popularyzacja nie powinna być wolontariatem
Ewa: Mój cynizm dotyczący punktów za popularyzację bierze się trochę z tego, że do tej pory dla wielu osób był to właściwie wolontariat.
Naukowiec musi poświęcić czas, przygotować się do rozmowy w radiu czy podcaście, a wcześniej przez lata zdobywać wiedzę, żeby rzeczywiście powiedzieć coś merytorycznego. A bardzo często było to kompletnie niedostrzegane.
Natalia: Czasem takie osoby były wręcz krytykowane przez starsze pokolenie: „Ty się pokazujesz, ty się promujesz, masz parcie na szkło”.
A przecież bardzo często przy okazji promują również swoją uczelnię.
Jestem wielką fanką zinstytucjonalizowanych form popularyzacji, takich jak Centrum Popularyzacji Nauki na Politechnice Śląskiej.
To jednostka uczelni, w której popularyzacja jest wpisana w działalność instytucji. Naukowców szkoli się do występowania, zachęca do tego i daje im potrzebne narzędzia.
Chciałabym, żeby na każdej uczelni funkcjonowało takie centrum.
Musimy dawać naukowcom narzędzia, żeby potrafili popularyzować. Nikt ich przecież automatycznie tego nie uczy.
Powinny być szkolenia z wystąpień publicznych, social mediów, emisji głosu – ze wszystkiego, co pomaga przekazywać wiedzę poza własną specjalizacją.
Niektórzy po prostu mają w sobie pierwiastek pasjonata, erudyty czy gaduły i naturalnie potrafią opowiadać. Inni muszą to wypracować.
Czasem naprawdę szkoda, kiedy wiemy, że ktoś robi coś bardzo ciekawego, ale w ogóle o tym nie opowiada, bo nie chce albo nie umie.
To jest strata również dla społeczeństwa.
Od czego zacząć popularyzację na uczelni?
Tomasz: Wyobraźmy sobie, że ktoś pracuje na uczelni, na przykład w dziale podobnym do twojego, i chciałby zacząć promować naukę. Podcast może być za dużym przedsięwzięciem na początek. Jaki byłby najmniejszy krok?
Natalia: Social media mają chyba najniższy próg wejścia.
Jest sporo naukowych kont na Instagramie, które robią ciekawe rzeczy. Dzisiaj dużo mówi się o wideo i faktycznie jest ono ważne.
Można zacząć od ciekawych rolek naukowych, które wciągają odbiorcę w konkretny temat. Nie muszą od razu prowadzić do podcastu. Ważne, żeby były ciekawe i dobrze zmontowane.
Jakość naprawdę ma znaczenie.
Myślę, że Bunkier Nauki częściowo właśnie dzięki temu zdobył swoją pozycję: od samego początku podchodziliśmy do produkcji profesjonalnie. Mieliśmy dobre audio, dobre wideo, dobrych prowadzących i dobrą postprodukcję.
Czasem widzę podcast, który od pierwszej chwili odrzuca słabą jakością techniczną. A skoro odbiorca może wybrać podcast, którego lepiej się słucha i lepiej ogląda, to właśnie ten wybierze.
Jeżeli więc ktoś chce od razu tworzyć większy projekt, nie jestem zwolenniczką podejścia: „Najpierw zobaczymy, czy wyjdzie, a później zainwestujemy w mikrofon. Na razie nagrajmy czymkolwiek”.
Według mnie to nie ma sensu.
Lepiej od razu zrobić coś dobrze.
Jak przekonać władze uczelni, że warto?
Ewa: Załóżmy, że trzeba przekonać wysoko postawionego decydenta na uczelni, że warto wydać pieniądze na naprawdę dobrze zrobiony podcast.
Nie taki, w którym wieszamy koce w pokoju i stawiamy przypadkowy mikrofon, tylko projekt, w którym od początku inwestujemy w profesjonalny zespół i budujemy coś na lata.
Jak byś przekonywała?
Natalia: Zyskiem wizerunkowym uczelni.
Jeżeli to nie przekona, to chyba nic nie przekona.
Później uczelnia może się chwalić tym projektem w różnych miejscach. Podcast został nominowany do nagrody, pojawił się na festiwalu, ludzie mówią o nim w rozmowach kuluarowych – to wszystko buduje markę.
Nie próbowałabym natomiast przekonywać, że podcast przełoży się bezpośrednio na rekrutację.
Tego po prostu nie da się dobrze zmierzyć.
Być może ktoś usłyszy podcast i pomyśli: „To fajna uczelnia, skoro robi takie rzeczy”. Nigdy jednak nie dowiemy się, czy później właśnie z tego powodu wybrał studia na AGH.
Duże decyzje finansowe na uczelniach często uzasadnia się rekrutacją, ale w przypadku podcastu argumentowałabym przede wszystkim wizerunkiem i PR-em.
Kiedy pojawiamy się na różnych wydarzeniach, nawet niezwiązanych bezpośrednio z popularyzacją czy podcastami, często słyszymy: „Bunkier Nauki? Tak, znam”.
To pokazuje, że projekt rzeczywiście pracuje na markę uczelni.
Setny odcinek i powrót do początku
Tomasz: O czym jest setny odcinek? Zakładam, że kiedy opublikujemy naszą rozmowę, będzie już dostępny, więc możemy zaprosić do słuchania.
Natalia: Setny odcinek jest już nagrany.
Ponownie zrobiliśmy spotkanie z publicznością. W budynku U-2 AGH mieliśmy kilkaset osób na sali.
Rozmawiali Krzysztof Maj i Dawid Myśliwiec.
W ten sposób zatoczyliśmy koło, bo to właśnie oni rozmawiali również w pierwszym odcinku Bunkra Nauki. Uznaliśmy, że ich ponowne spotkanie będzie symbolicznym pomysłem na odcinek numer sto.
Rozmowa krążyła wokół nowej książki Dawida Myśliwca „Wszyscy TO robimy, czyli krótka opowieść o mijaniu się z prawdą”. Dużo było więc o błędach poznawczych, o tym, dlaczego nasz mózg daje się nabierać na kłamstwa, fake newsy i dezinformację.
Wyszła z tego długa, żywa dyskusja z udziałem publiczności. Naprawdę bardzo dobry setny odcinek. Polecam.
Tomasz: Ja mogę polecić również książkę. Dopiero zacząłem ją czytać, ale zapowiada się bardzo dobrze.
Natalia, dziękujemy, że przyszłaś i opowiedziałaś nam o tym, jak wygląda produkcja podcastu popularnonaukowego.
Natalia: Dziękuję za zaproszenie. Bardzo mi miło.
Ewa: Również dziękuję. I do usłyszenia.
Tomasz: Do usłyszenia!
W napisaniu posta i korekcie transkrypcji pomogło nam AI.


Dodaj komentarz